Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , ,

Polskim powietrzem oddycha się coraz trudniej. Ten stan rzeczy pogłębiony jest dodatkowo tym, że coś w nim wisi. Coś dodajmy obcej proweniencji, rzecz pokrewna tej, którą zafundował Polsce w walce z narodem Wolski. Ta kolejna zakrojona będzie raczej na mniejszą skalę, ale chodzi o to samo – spacyfikowanie opozycji. To będzie kontynuacja tragedii smoleńskiej własnymi lub głównie własnymi siłami. Wygląda na to, że przygotowania Oscara do dzieła mają się ku końcowi. Rzecz będzie gotowa do wdrożenia prawdopodobnie po rekonstrukcji rządu, zakładając, że ta to nie blef, których już w wykonaniu Tuska było całe mnóstwo. Wtedy pozostanie już tylko znaleźć pretekst, a pora dzisiejsza jest właściwie tożsama z grudniem 1981.

Kanonada frontu ideologicznego poprzedzająca atak będzie potężna, głównym celem zaś przywódcy i organizacje patriotyczne. Ni stąd ni zowąd okaże się, że znajdą się osoby, które zmienią front, lecz tak na prawdę ujawnią swoją prawdziwą naturę, tj. naturę zdrajcy. Wszystko będzie inne ale na zasadzie odbicia w lustrze, kiedy to zamienione są strony. Okropność puka do naszych okien i drzwi, choć to też blef, gdyż tak na prawdę jest już w środku.

Przyjrzeliście się dobrze fotografii na okładce tygodnika ‚w Sieci’ (nr 43), a bardziej jej panoramicznej wersji pokazanej w środku (s. 22 i 23). Jeżeli przywołać na pamięć scenę kapitulacji Warszawy z września 1939 roku i wyraz twarzy zwycięskiego gen. Blazkowitza Johannesa Albrechta*, jakże zbliżony do tego jakim na zdjęciu widzimy Putina Władimira Władimirowicza, to obraz ten zaczyna niejako dodatkowo bić po oczach. U Niemca więcej było jednak powagi, podobnie jak u osobnika** na fotografii stojącego za ówczesnym premierem Rosji, a u Putina więcej wyrazu twarzy satanicznego. Nikt z uczestniczących w podpisywaniu aktu kapitulacji nie miał miny herr Tuska Donalda Donaldowicza, a od gen. Tadeusza Kutrzeby, jako reprezentującego nasze dowództwo, biła godność i powaga. Oczy miał skierowane na wprost nie w dół. Ta forma zachowania w relacjach z Putinem jest Tuskowi zupełnie obca. Wygląda to tak, jakby Rosjanin miał nad Kaszubą jakąś stałą tajemną przewagę. Z czego to wynika? A może…? Czego się boisz premierze Tusk?

———-

* Popełnił samobójstwo, w trakcie trwania procesu o zbrodnie wojenne, jaki toczył się w Norymberdze w 1948 r.

** Człowiek ten w obecności szefa przyzwyczajony jest zapewne do trzymania oczu na wodzy. Podobnie jest z Donaldem Franciszkiem Tuskiem. Swoją drogą osoby utrwalone na zdjęciu z wyjątkiem dwóch (premier RP i jego tłumaczka)  to Rosjanie. Wyglądają poważnie, ale dygnitarz stojący za Donaldem Franciszkiem, patrzy nań z wyższością. Czyżby miał powód?

Reklamy