Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Polska może liczyć na swoje córy i synów. Choćby ci żyli i pracowali na Antypodach, to pośpieszą jej z pomocą, gdy zajdzie taka potrzeba. Tak było choćby w obu Wojnach Światowych. Tak jest i dzisiaj, kiedy to specjaliści z najróżniejszych dziedzin wiedzy, włączyli się w nurt dociekań w sprawie przyczyn destrukcji rządowego samolotu Tu-154M 101, lecącego 10.04.2010 roku do Smoleńska. Rozpadł się on nieomal na czynniki pierwsze. W wyniku tego życie straciło 96 osób ze śp. prezydentem państwa prof. Lechem Kaczyńskim. Przewodniczył on polskiej delegacji na obchody 70 rocznicy ludobójstwa katyńskiego, dokonanego przez Sowiety w 1940 roku. Historia naszego kraju i narodu znów zatoczyła koło.

Nie trzeba było zbyt wiele czasu, żeby się okazało się, iż rząd polski kierowany przez Tuska Donalda Franciszka, nie poczuł się zobowiązany do podjęcia jakichkolwiek sensownych działań, w sprawie wyjaśnienia tego, co się w Smoleńsku naprawdę stało. Rozpoczął nawet szykanowanie tych, którzy zaczęli przejawiać aktywność poznawczą, zadawać elementarne pytania oraz stawiać uzasadnione i wnikliwe hipotezy. W tej sytuacji włączenie się rodaków z USA, Kanady, Australii w badanie okoliczności tragedii jest bezcenne, gdyż działanie Smoleńskiego Zespołu Parlamentarnego uzyskało profesjonalne naukowo wsparcie. Nadzieje neokomunistycznej agentury, że jego praca zostanie niejako zawieszona w próżni, spaliły na panewce. Co więcej przykład rodaków funkcjonujących za granicą sprawił, że do tego grona włączyli się specjaliści z Polski. Ludzie przestali się lękać i zgłaszają się nadal. Grupa ekspertów krajowych nieustannie się powiększa.

Tymczasem agentura komunistyczna, mimo że pod innym szyldem ale to o nią tu chodzi, nie byłaby sobą gdyby nie rozpoczęła szeroko zakrojonych szykan, w stosunku do zaangażowanych w wyjaśnianie tragedii. Ofiarą stał się już dr Kazimierz Nowaczyk, który otrzymał wypowiedzenie z pracy na uniwersytecie stanu Maryland. Wcześniej ten wspaniały człowiek, który jako pierwszy stwierdził, że raport Millerowej jest nieprawdziwy, nagle się ciężko rozchorował i niewiele brakowało, żeby jego organizm się nie wybronił*.

Ponieważ trudno przypuszczać aby agenci herr Donalda Donaldowicza mieli tak długie łapska, to zaraz nasuwa się myśl o współdziałaniu ze służbami o znacznie większych możliwościach, szczególnie na terenie USA, a niezwiązanych sojuszem obronnym z tym państwem. Mowa o agentach Ruso-Sowietów, którzy są permanentnie w Ameryce aktywni przez co, co rusz wpadają i miast siedzieć w amerykańskich więzieniach, są nade wszystko z ojczyzny Waszyngtona deportowani. Dzieje się tak za sprawą Mulata, który ze swoich fantasmagorii uczynił program polityczny, w rezultacie Stany Zjednoczone w oczach społeczności międzynarodowej degradujący.

Ale w natarczywości służb specjalnych Ruso-Sowietów, wspieranych rzecz jasna przez agenturalny reżim Tuska jest coś więcej. Oto skoro robią to co robią, to oznacza ni mniej ni więcej tylko to, że niezależni badacze przyczyn tragedii smoleńskiej są na właściwym tropie. Tym samym można dojść do pośredniego wniosku, że obrany kierunek badań przez to, że właściwy, jest dla władz w Warszawie i w Moskwie niebezpieczny, żeby nie powiedzieć rujnujący. Stąd taka nieprzebierająca w środkach propaganda, będąca przedostatnią deską ratunku. Ponadto to co się dzieje wokół tych badań uzmysławia, że mimo związania się Polski sojuszami z zachodem, w co najmniej tej jednej sprawie Tusk poszedł na najdalszą z możliwych współpracę z Putinem, a więc człowiekiem, który dobrze Polsce i zachodowi nie życzy. Powinno to dać dużo do myślenia służbom i politykom zachodnim, szczególnie amerykańskim, chyba, że o tym wiedzą i dla tzw. wyższych celów znów Polskę poświęcają. Przypomnijmy tylko, że bardzo podobna polityka prowadzona przed wrześniem 1939 roku, wyszła wolnemu światu bokiem, a jej skutki zostały przezwyciężone dzięki polityce triumwiratu: Ronald Reagan – Jan Paweł II – Margaret Thatcher dopiero pod sam koniec lat 80-tych poprzedniego wieku. Wszyscy oni już nie żyją. Jednakże idee, którymi się kierowali są jak najbardziej aktualne.

———-

* Ciekawe czy Polon (znów Polska), który posłużył do rozchorowania się, a następnie śmierci Jasera Arafata i Aleksandra Walterowicza Litwinienki, pochodził z tego samego źródła. Ciekawe też czy niejaki Andriej Konstantinowicz Ługawoj nie kręcił się jako biznesmen w 2004 roku po Bliskim Wschodzie. Wiadomo natomiast, że w analogicznej porze roku ale dwa lata później, ów kręcił się w interesach po Londynie. W wyniku wnikliwych i ‚fachowych’ dociekań, szczególnie prowadzonych przez znakomitych ekspertów Kremla, może się okazać, że wszystko to przez Marię Skłodowską-Curie i Piotra Curie. Nadto okaże się, że to Polka namówiła uczciwego i spokojnego Francuza, do tak brzemiennych w fatalne skutki prac.

Reklamy