Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Jednak jak władza chce to potrafi działać w stosunku do własnych obywateli w stylu Sowietów. Co innego w relacjach z ich pochodną Ruso-Sowietami, czego najlepszym dowodem jest siedzenie jak ‚mysz pod miotłą’, w sprawie akcji pod naszą ambasadą w Moskwie i w ogóle niereagowanie w wielu kwestiach, w których Kreml opowiada o Polsce bzdury.

Sen z oczu spędzają Tuskowi Donaldowi Franciszkowi osoby, które zainteresowały się wymysłami zawartymi w raportach Anodiny i Millera, a także zdumiewającymi różnicami, które dotyczą podstawowych danych w nich podanych. W rezultacie powstały modelowe prace, przedstawiające spójną koncepcję tego co stało się z Tu-154M 101 przed pasem lotniska Siewiernyj w Smoleńsku. Już na poziomie przed badawczym próbowano w stylu Sowietów, organizować konie trojańskie w  ramach grupy niezależnych a mających międzynarodowy autorytet naukowców. Mieli oni dopiero zająć się naukowo przyczynami tragedii smoleńskiej. Takim koniem trojańskim miał zostać pracujący w Australii dr Grzegorz Szuladziński. Po zapoznaniu się z dostarczonymi przez polskie władze materiałami, specjalista ten nie tylko nie dał z siebie zrobić wynalazku Odyseusza, ale wręcz przeciwnie po wnikliwej analizie, przedstawił racje na rzecz poglądu, że samolot zniszczyły eksplozje do jakich doszło w lewym skrzydle i w śródpłaciu.

Ponieważ w stosunku do osób, które zachowały moralny pion, metody Sowietów nie działały sięgnięto po stare wzory. Oto znakomity i dyspozycyjny od zawsze przedstawiciel inteligencji uzyskanej w ramach technologii obowiązującej w PRL Zoll prof. Andrzej Stanisław stwierdził, że naukowiec powinien wypowiadać się tylko w dziedzinach, w których jest specjalistą. Rzecz zorganizowana w ramach konwentyklu w PAN została wymierzona w naukowców, którzy współpracują z zespołem parlamentarnym kierowanym przez Antoniego Macierewicza. Punktem wyjścia do tej ‚mokrej roboty’ na prawdzie stał się znany przypadek blefu prof. Jacka Rońdy, do którego się on ‚bez bicia’ przecież przyznał.

Nie ma zatem wątpliwości, że za herr Donalda Donaldowicza wróciły stare czasy PRL. Oto nie ma przeszkód etycznych, żeby mający krew polskich patriotów na rękach bandzior Bauman prof. Zygmunt, twierdził co mu się żywnie podoba w różnych dziedzinach wiedzy. Tymczasem np. prof. Chris Cieszewski nie może się wypowiadać w sprawie złamanej na kilka dni przed tragedią smoleńską brzozy, gdyż nie jest fizykiem ani znawcą fotografii satelitarnej a specjalistą od biometrii leśnej. Zoll prof. może się natomiast wypowiadać w sprawach etyki, będąc prawnikiem. Z kolei prof. Wiesław Binienda, który jest ekspertem od inżynierii mechanicznej nie może się zajmować skrzydłem samolotu, nie będąc konstruktorem lotniczym. Jakim prawem zatem wg znakomitego Zolla prof., Maria Skłodowska-Curie będąc fizykiem i matematykiem zajmowała się chemią, z której śmiała jeszcze uzyskać Nagrodę Nobla. Łajdactwo niektórych przedstawicieli tzw. elit III RP jest niezmierzone. Co za zaprogramowana moralna miernota.

Reklamy