Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Olbrychski mgr Daniel co jakiś czas zabiera głos w sprawie tragedii smoleńskiej. W jednym ze spotkań telewizyjnych był uprzejmy wypowiedzieć się za wersją oficjalną, a dowodem w sprawie miało być zachowanie Władimira Władimirowicza, który, zdaniem aktora wyglądał na autentycznie tym co się stało wstrząśniętego. W tej sprawie mógł się rzecz jasna wiarygodnie wypowiedzieć ze względu na uprawiany zawód. Zdaniem znawcy etyki Zolla prof. Andrzeja Stanisława  (prawnik, przewodniczący komisji etycznej w nauce PAN) wtedy jedynie można zabierać w sposób uprawniony publicznie głos, gdy się jest w danej dziedzinie fachowcem. Tymczasem tygodnik wSieci opublikował zdjęcie Putina, który wraz z Donaldem Donaldowiczem był tak wstrząśnięty 10.04.2010 na lotnisku Siewiernyj, że osławiony drink Jamesa Bonda to nic. Obiektywnie rzecz biorąc znawstwo rzeczy wyrażone dyplomem, wcale nie gwarantuje prawdziwości sądzenia, gdyż czego nie zauważył Andrzej Stanisław, z natury rzeczy jest ono zawsze subiektywne. W tej sprawie wypowiada się twierdząco psychologia. Tym samym zapis sporządzony przez komisję, że: „jednoznacznie nieetyczne i naganne jest publiczne zajmowanie stanowiska przez osoby, nawet z tytułami profesorskimi i wyrażania przez nich kategorycznych sądów odwołujących się do wiedzy naukowej, w której nie są specjalistami” sam się falsyfikuje.  Nawet sądy wyprawiane nad oskarżonym, w czym niewątpliwie prof. Zoll ma doświadczenie, mogą się skończyć wadliwym orzeczeniem, mimo niby nienagannego przygotowania zawodowego sądzącego.

Olbrychski mgr Daniel wypowiadając kategoryczny sąd w sprawie wstrząśnienia Władimira Władimirowicza, mimo że jako dyplomowany aktor posiada wiedzę uprawniającą go do tego, a więc i etycznie rzecz biorąc prawo – pomylił się. Dowodem na to jest przywołane zdjęcie. To posiadanie dowodu, najlepiej krytycznego* jest zatem rozstrzygające z etycznego punktu widzenia i nie sądu jak chce komisja Zolla lecz twierdzenia. Posiadany zaś tytuł, może jedynie zmniejszać prawdopodobieństwo popełnienia błędu, co wynika z posiadania stosownego naukowego warsztatu. Żadne nawet najlepsze przygotowanie metodologiczne w dojściu do prawdy nie pomoże, jeżeli będzie brakowało dobrej woli. W przypadku zaś jej odwrotności może ono posłużyć do gmatwania istoty rzeczy, i wysuwania świadomie fałszywych sądów czy twierdzeń.

Trudno się spodziewać po Olbrychskim mgr. Danielu aby weryfikował swe sądy. Jednak jawne zaimpregnowanie się na merytoryczne racje, pokazuje do jakich szczytów mógłby dojść w aktorstwie ten człowiek, gdyby nie ta zupełnie fatalna cecha. W rozmowie z prof. Piotrem Glińskim zostało podanych wiele okoliczności merytorycznych, m.in. dotyczących druzgocącej przewagi naukowej osób** współpracujących ze smoleńskim zespołem parlamentarnym, w stosunku do członków komisji rządowych i co – i nic. Z uporem maniaka powoływał się aktor na przekaz oficjalny, co miało być rzekomo dowodem na rzetelność wykonanej roboty. Komisja Nikołaja Nilowicza Burdenki, też sporządziła raport, w którym ‚udowodniła’, że ludobójstwa naszych oficerów w Katyniu dokonali Niemcy. Czy dzisiaj Olbrychski mgr Daniel jest tego samego zdania? To jest tak, gdy podstawą do wygłaszania sądów w najróżniejszych publicznych sprawach jest dziennik (G)luty (W)yplute*** z zardzewiałym i dziurawym kubłem, w którym umieszczono tragedię smoleńską z pomocą red. Kublik Agnieszki. Wtedy to właśnie prawda na jakiś czas nie ma szans. Lecz herr Donald Donaldowicz i gaspadin Adam Ozjaszewicz wreszcie kiedyś pójdą, jak odeszli Stalin i Burdenko i co wtedy sire Daniel. Zostaną rogi tak.

———-

* Skoro dowodem na zderzenie się Tu-154M 101 z brzozą miało być jej złamanie w dniu katastrofy, to udowodnienie przez prof. Chrisa Cieszewskiego, że drzewo było w takim stanie już kilka dni wcześniej jest właśnie dowodem krytycznym. W tym momencie twierdzenia najlepszych rzekomo rządowych specjalistów od wypadków lotniczych, stały się jedynie sfalsyfikowanymi sądami, i są nic niewarte z punktu widzenia dochodzenia do prawdy. W kontekście politycznym natomiast mogą być w dalszym ciągu użyteczne. W tym przypadku wszystko zależy od etyki postępowania osób sprawujących władzę. I tu jest ‚pies pogrzebany’.

** Profesor Wiesław Binienda otrzymał był właśnie Nagrodę Torrensa za wybitne osiągnięcia w dziele prowadzenia periodyku naukowego „Journal of Aerospace Engineering”. Konkurował z 33 redaktorami naczelnymi pism naukowych wydawanych pod auspicjami Amerykańskiego Stowarzyszenia Inżynierii Cywilnej. Jednocześnie studenci profesora zdobyli Nagrodę Roberta Ridgway’a, dla najlepszego zespołu uniwersyteckiego zajmującego się taką inżynierią w 2013 roku.

*** Numer w postaci zrobienia ze znakomitości naukowych, ludzi owszem znających się na rzeczy, ale niby to tylko na zasadzie bawienia się samolocikami, był łajdackim chwytem najwyższego stopnia nierzetelności GW, czego dowodzi odsyłacz pomieszczony wyżej.

Reklamy