Tagi

, , , , , , , , , , ,

Za to, coś Tusk uczynił, w męce odejdziesz

Żeby jakoś móc wyrazić językowo swoje brednie komuniści stworzyli nowomowę. Całymi latami wysłuchiwaliśmy komunikatów w języku, którym normalnie nikt się nie posługiwał. Wytworzyła się sytuacja niemal jak dawno temu na półwyspie apenińskim, kiedy to elity komunikowały się w języku łacińskim, a lud mówił po włosku.

Kiedy Polska wybiła się pod koniec 1989 roku na niepodległość, można było wreszcie odetchnąć. Politycy zaczęli się wysławiać normalnie, choć prekursorami byli związkowcy z Solidarności w 1980. Jednak stan wojenny restytuował nowomowę, masakrując język ojczysty na kolejne lata. Kiedy też normalność językowa wróciła, tym bardziej podkreślało to zachodzącą w kraju transformację do wolności.

Niestety z chwilą wstąpienia Polski do Unii Europejskiej trend ten zaczął gasnąć. Teraz to nie Moskwa a Bruksela stała się rozsadnikiem semantycznego bełkotu. Ponieważ język służył komunistom do wprowadzania normalnych ludzi w błąd, to można podejrzewać, że i technokraci brukselscy chcą osiągnąć to samo. Skoro tak, to nasza nadzieja na wolność była płonna. Dostaliśmy się bowiem w łapy ludzi, którzy robią dokładnie to samo, co robiono poprzednio. Faktycznie przecież owi z Brukseli to tacy sami marksiści jak ci z Moskwy. Wpadliśmy więc jak śliwka w kompot.

Tak więc nie ma co liczyć, na żadną wolność. Zamiast marksistowskich Mongołów bizantyjskich z siedzibą w Moskwie zabrali się teraz za nas marksistowscy Wandale germańscy z siedzibą w Brukseli. Przerabianie natury ludzkiej pozostaje zatem w toku. Język jest do tego narzędziem niezbędnym i zupełnie podstawowym. O ile za czasów komunistycznych robiono to na chama, to dzisiejsi neokomuniści działają dużo bardziej dyskretnie. Zmiany znaczenia pojęć są dużo lepiej zakamuflowane. Walenie młotem zastąpiono, postukiwaniem młoteczkiem.

Czy tak być w Polsce musi?

Reklamy