Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , ,

Za to, coś Tusk uczynił, w męce odejdziesz

Zdaje się, że już nie może być wątpliwości, iż do wpychania naszego państwa we władanie obcych łap, mamy triumwirat. Światłe wkroczenie na ukraińską scenę było tego kolejnym dowodem. Posiadając u steru kapitana-kelnera geniusza i dwóch znających się na rzeczy majtków-pomocników, dopłyniemy na pewno do celu. Protektorat nad Polską organizuje zatem osobliwa triada wilków morskich o postaci: Komorowski – Tusk – Sikorski. Ponieważ żyjemy w czasach ocieplania się wszystkiego od klimatu do stosunków między wybranymi państwami, przez co morza są niestety burzliwe, dlatego też wymienieni dysponują po poprzednikach z PRL potężnym spadkiem w postaci służb. Wprawdzie ich nie widać ale po owocach je poznamy. Owi przynoszą nam całe ich kosze, które w państwach przestarzałych nazywa się aferami. Właściwie nie ma już w naszym kraju miejsca, gdzie by nie doszło do tego typu zdarzeń. Najbardziej ciekawe jest to, że kosze owoców organizują władze wszystkich szczebli. Można nawet powiedzieć, że trwa między nimi wyścig, przy którym regaty Sydney – Hobart to lokalne przedsięwzięcie. Okazało się, że bezapelacyjnym zwycięzcą ostatnich zawodów został przedstawiciel szczebla wojewódzkiego niejaki Struzik Adam Krzysztof. Jako lekarz pozazdrościł ci on kolosalnych sukcesów koledze po fachu Arłukowiczowi Bartoszowi Adamowi i przy wsparciu uczestników z drużyny (P)lanu (S)tałej (L)ichwy, doprowadził ci jako pierwszy do dokumentnego wyczyszczenia środków całego województwa – mazowieckiego. Zaskoczył on tym sukcesem kumpli z (P)lagi (O)krutnej do tego stopnia, że jedynie Neumann Sławomir Arkadiusz osiągnął i to na szczeblu rządowym, jakiś dający się przywołać w tej konkurencji wynik. Przejawił się on podniesieniem na jeszcze wyższy poziom państwowych usług medycznych, przez umiejętne lobbowanie na rzecz kliki i pewnej prywatnej kliniki.

Patrząc na nieustanne  pasmo sukcesów z wyżyn zajmowanego na okręcie miejsca triumwirat Komorowski – Tusk – Sikorski mógł się zająć rzeczami dla państwa najpoważniejszymi. Tusk jako kapitan-kelner skoordynował na rzecz Brukseli i Moskwy, donoszenie smakowitości przyrządzonych na bazie surowca o swojskiej nazwie Polska i donoszonych na biesiadny stół przez majtków-pomocników. Zrobione to zostało w sposób tak perfekcyjny, że pozbawiony różnych części kulinarnych polski organizm nawet się nie wybudził. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby wysłany do Kijowa po przyprawy Sikorski Radosław Tomasz, nie został zignorowany przez Majdan, mimo, że wcześniej wymógł  na tamtejszych kelnerach za pomocą zapowiedzi umartwienia sprzedaż za bezcen najcenniejszej przyprawy – zdrowia. Na razie zatem zaserwowane dania zostały pozbawione istotnego składnika. Próba jej ponownego pozyskania zostanie podjęta wkrótce.

Czy tak być w Polsce musi?

Reklamy