Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Za to, coś Tusk uczynił, w męce odejdziesz

Czasy się zmieniają. Równolegle z akcją Ruso-Sowietów na Krymie wróciła do nas całą gębą PRL. Razwiedka nakazała nagłą zmianę języka. Jej widoczna emanacja w postaci Donalda Donaldowicza i (P)oprawki (O)statecznej jeszcze raz dowiodła, że wie, iż na początku było słowo (św. Jan). Tym samym koncepcja polityczna św. pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz Prawa i Sprawiedliwości w stosunku do Moskwy, powstała jak Feniks z popiołów. Jeszcze raz neokomuniści na czele z rządem ale i z kancelarią prezydenta dowiedli, że znają się na świeckiej liturgii słowa jak mało kto.

Można rzec, że tak było od zawsze i w najrozmaitszych sprawach. Nie chodzi przy tym wcale o mówienie prawdy, choć tak jest w przypadku stanowiska rządu w sprawie agresji Ruso-Sowietów na Ukrainę, lecz o zupełnie coś innego. W opowiadaniu dyrdymałów to uwiarygodnienie się jest najważniejsze, najlepiej przez łganie ile wlezie, gdyż wtedy nie ma się odwrotu. Wystarczy sobie przypomnieć co mówiła Kopacz Ewa Bożena, w sprawie działań Rosjan na okoliczność tragedii smoleńskiej. Dzięki temu uwiarygodniła się jednak w oczach rządzącej Polską agentury, która zrobiła z niej jedną z najważniejszych osób w państwie. Politycy umiejący, szczególnie w kluczowych sprawach, łgać tak jak Kopacz mają w Polsce otwarte drzwi do kariery.

Tak jest od początku III RP, gdyż rzecz zdecydowała się w Magdalence. Blagierzy prekursorzy spotykali się w niej od dłuższego czasu, m.in. by przeprowadzić podział łupów, a w ramach obrad Okrągłego Stołu udawali, że dopiero co się spotkali. Wcześniej pili razem wódę, a przed kamerami przyglądali się sobie, i mówili, jakby przed chwilą zobaczyli się po raz pierwszy od wprowadzenia Stanu Wojennego. Lewica laicka zdawała w ten sposób dialektyczny egzamin, także dla Kremla, a o jego pomyślnym wyniku zdecydowało wybranie Wolski-Jaruzelskiego Wojciecha Witolda na prezydenta Polski. W tych okolicznościach urządzane przez Michnika czerwonego Adama spektakle w dzienniku (G)wałt (W)ieloraki, są jednym ciągiem głodnych kawałków opowiadanych tubylcom, w celu utrzymania ich w stanie zidiocenia poznawczego. Analogia z Trybuną Ludu jest aż nadto wymowna.

Po raz pierwszy od czasów odwrócenia przez Polskę sojuszy, rozróba uskuteczniona na Ukrainie przez Mongoło-Bizantyjskiego Papkina, spietrała wygodnie ustawioną w finansowym obrabianiu społeczeństwa rodzimą razwiedkę. Wynika to z faktu, że  Mulat po roztrwonieniu w polityce międzynarodowej pięciu lat, zdecydował się na zresotowienie swojego rozumu, i tym samym przypomniał sobie o Polsce. Jeżeli to nie blef, to Ameryka z oczywistych względów zażąda od Rzplitej dobrania się agentom Ruso-Sowietów do skóry, a to grozi im wykopaniem od cycka potężnego zaopatrzenia w środki płatnicze. A ponieważ narusza to uzgodniony układ, to i on zostanie poddany resetowi. W nadchodzącym czasie czeka nas zatem walka buldogów pod dywanem, w której pozagryzani mogą zostać towarzysze, głównie kręcący się przy „Jezus” Maria Karol Bronisławie. W kuźni może zatem dojść do zalania ognia.

Czy tak być w Polsce musi?

Reklamy