Tagi

, , , ,

Za to, coś Tusk uczynił, w męce odejdziesz

A więc Mieczysław Wilczek, tuż przed transformacją ustrojową praktyczny projektodawca wolnej gospodarki w Polsce, zmarł w wyniku samobójstwa. Miał 82 lata. Jeżeli byłby śmiertelnie chory lub samotny i pozbawiony opieki, to próba wykonania samodzielnie eutanazji miałaby jakiś sens. Jeżeli zaś nie, to nie od rzeczy będzie skonstatować, że zamach na własne życie pasuje do zmarłego i sytuacji jak ‚pięść do nosa’. Nie od rzeczy też będzie wspomnieć, że byłemu ministrowi środków na utrzymanie na pewno nie brakowało. Zatem czyżby zbiorowy samobójca? Śmierć nastąpiła w środę 30 kwietnia. Nie pasuje to do piątkowo-sobotniego wzorca, jaki był standardem w zaistniałych już poprzednio samobójstwach. Niestety nie wiadomo, czy po zamachu na własne życie, śmierć nastąpiła od razu, czy też zmarły jeszcze jakiś czas żył. Jeżeli to drugie, to wcale nie wykluczone, że próba samobójcza mogła mieć miejsce w sobotę. Mieczysław Wilczek znany był z krytycznego stosunku wobec urzędników zawiadujących gospodarką w Polsce. Zmarły dostrzegał ich patologiczną rolę, poprzez stosunek do osób prowadzących działalność gospodarczą. Zakładanie z góry, że są oni kanciarzami. Zdaniem Stanisława Michalkiewicza w Polsce panuje kapitalizm kompradorski, a więc taki system, w którym chroni się producentów tworzących sitwę powiązaną z tajnymi służbami. One tym wszystkim zawiadują. Nie należący do niej są eliminowani. Wydaje się, że destrukcyjna rola administracji w traktowaniu przedsiębiorców, wynika z tej właśnie sytuacji. W tym kontekście głos autorytetu gospodarczego tej miary co zmarłego, był dla sitwy groźny. Prokuratura odstąpiła od sekcji zwłok. Istotne też czy zmarły pozostawił list pożegnalny.

Czy tak być w Polsce musi?

Reklamy