Tagi

, , , , , , , , , , , , , ,

Za to, coś Tusk uczynił, w męce odejdziesz

Na Ukrainie bez zmian. Regres państwa wywołany agresją Ruso-Sowietów w toku. Mrzonką polskiej polityki okazała się nie koncepcja jagiellońsko-piłsudczykowska, jak mawiali różni polityczni durnie, a jej porzucenie na rzecz porozumienia z Kremlem. Z dwóch liczących się orędowników tego pomysłu jeden, a więc Smolar Aleksander zamknął na ten czas ‚dziób’. Co innego Sikorski Radosław Tomasz. Ów od czasu do czasu jeździ do Kijowa i próbuje utrzymać w grze Polskę, którą wcześniej sam swoim postępowaniem skompromitował, niszcząc jednocześnie jej reputację. Po krytycznych negocjacjach, kiedy to minister spraw zagranicznych III RP próbował zastraszaniem osłonić będącego na wylocie Janukowycza, do niczego innego nie powinno dojść, jak tylko do dymisji ministra. Ponieważ tak się nie stało, nie ma szans na przywrócenie choćby minimalnego zaufania w stosunkach między Polską a Ukrainą. Jeszcze raz jako kraj potwierdziliśmy, że jesteśmy państwową kwakwarakwą.

Tymczasem ukształtowanie stosunków z Kijowem na historycznych zasadach, zabezpiecza Polskę przed uczynieniem z niej dla Ruso-Sowietów bliskiej zagranicy. I to jest rzecz fundamentalna. Jak fundamentalna okazuje się w drobnych nawet szczegółach dzisiaj. Gdyby Ukraina została wessana przez wschodniego molocha, wtedy będziemy natychmiast mieć, wiszące nad ponad połową naszej wschodniej granicy wiecznie zachłanne rosyjskie pyski. W tej sytuacji żadnej alternatywy dla bardzo politycznie ścisłych relacji Warszawy z Kijowem nie ma. Tymczasem Ukraina nie mając do nas zaufania zwraca się nad nami do Niemiec. Jako państwo poważne z pewnością wyciągną oni z tej sytuacji korzyści, które wyjdą nam bokiem. Niestety dziesięć lat rządów Kwaśniewskiego Aleksandra i ponad sześć lat duetu Tusk-Sikorski sprawiło, że nie traktuje się nas poważnie. Właściwie w świecie panuje ciche przekonanie, że z nami można zrobić, to co się komu żywnie podoba. Postępowanie naszych władz w sprawie tragedii smoleńskiej, ostatecznie przypieczętowało to przekonanie. Z propolskiej polityki wschodniej śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego zostało już tylko wspomnienie.

Czy tak być w Polsce musi?

Reklamy