Tagi

, , , , , , ,

Za to, coś Tusk uczynił, w męce odejdziesz

Komuniści a dzisiaj ich spadkobiercy neokomuniści kierują się kilkoma fundamentalnymi zasadami, których przestrzegają bezwzględnie choćby się ‚waliło i paliło’. Wśród nich  tajne służby pełnią rolę podobną jak biskupi w kościele, strzegąc tych zasad a także prawidłowości ich zastosowania jak przykazań wiary. Z jej niewzruszoności właśnie wynika szczególne zainteresowanie się wszystkiego rodzaju wyborami. Chodzi o patrzenie na rzeczy poprzez marksowski pomysł z ‚przechodzeniem ilości w jakość’. Ponieważ agenciarze w Polsce wierzą w to jak w przykazanie, im i ich ekspozyturze (P)ostumentowi (O)szczanemu tak zawsze niezwykle zależy, aby za wszelką cenę zostać ich zwycięzcą. Sprokurowanie różnicy nieco ponad 20 tys. głosów, jak to miało miejsce w wyborach do Parlamentu Europejskiego, gdy stawką jest zwycięstwo lub porażka, to bagatelka. Profity za to są wielkie. Normalnie w życiu, jak np. w sporcie bywa, że setna część sekundy decyduje o złotym względnie srebrnym medalu. Różnica zatem między rywalizującymi może być obiektywnie minimalna, ale myślenie o tym obywateli to niebo lub ziemia. Stąd wszystko to, co może wykreować taką różnicę warte jest ‚świeczki’. Jeżeli rzecz nie pojawia się naturalnie, gdyż front ideologiczny nie daje rady, to do akcji włączane są z góry przewidziane procedury. Nie potrzeba zbyt wyrafinowanego umysłu aby się domyślić, że coś ponadnormatywnego działo się wokół wyników wyborów, jakie miały u nas miejsce 25.05. Chodziło też o efekt ostatecznej wymowy ogłoszonego werdyktu. Rzecz odpowiednio zmanipulowana ma zawsze dużo większą ‚siłę rażenia’. Dzieje się tak np. gdy okazuje się, że uważany po uwzględnieniu rzekomo niepełnych wyników zwycięzca jest de facto przegranym. W takiej manipulacji nie można jednak przesadzić. Wyniki oficjalne nie mogą zbytnio odbiegać od tych faktycznych, gdyż grozi to buntem. I to będzie podstawowy problem agenciarzy i ich widocznego znaku PO w nadchodzących wyborach samorządowych i powszechnych. Zdaje się, że z porażką w tych pierwszych będą musieli się pogodzić. Faktyczne wyniki drugich będą musiały być zmanipulowane, by dopomóc wygranej. Warianty takich działań były eksperymentalnie poddawane weryfikacji od niedzieli 25.05, aż po prawie oficjalne ich ogłoszenie. Chodziło o uzyskanie zwycięzcy przy możliwie minimalnej różnicy w głosach, ze wskazaniem miejsc, w których stosowne przewartościowanie daje się najłatwiej uzyskać, jednak przy zapewnieniu by ‚widu i słychu w papierach nie było. Ot co. Stalin to miał pole do po-pisu, tymczasem samo ‚po’ i agenciarze muszą rzecz minimalizować. Mimo to, wcześniej czy później nastąpi wpadka.

Czy tak być w Polsce musi?

Reklamy